Wow, czuje się jak po symbolicznym wielkim poście. Nie chcę tu włączać wiary bo to każdego indywidualna sprawa ale coś mi się kojarzy liczba 40 z Jezusem i pustynią. W przeciwieństwie do Chrystusa ja odczuwałem głód prawie co dzień. Żołądek przywykł do mniejszych porcji i zaczyna wołać w określonych porach o jedzenie. A kiedy wie, że zawsze coś dostanie pozwala mi na spalanie zapasów energii. Po tylu dniach wcale nie mam uczucia powrotu do tych poprzednich dań. Z czasem dla regulacji żywienia będę mógł jeść śladowe ilości makaronu czy ziemniaków. Teraz nie jest mi to jakoś szczególnie potrzebne. Znaczenie lepiej smakuje mi surówka i mięso niż łączenie tego jeszcze z ziemniakami lub ryżem.
P.s. Czyżby jutro był dzień wolny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz